Moja druga żona ma dziecko z pierwszego małżeństwa, pięcioletniego chłopca, a ja mam ośmioletnią córkę.
W zasadzie dobrze dogadywaliśmy się z jej dzieciakiem, ale jego nadzwyczajna chciwość mnie wkurzała.
Wszystko jest jego, wszystkie słodycze są jego, wszystkie zabawki są jego. Tak został wychowany, zanim się spotkaliśmy, żył na pozycji króla wśród dziadków, wujków i ciotek.
Nie chciałem się z nim sprzeczać, nie lubię tego, nie akceptuję też bicia dzieci, poza tym żona mogłaby się obrazić, mówiąc, że to nie jestem jego ojcem i nie mogę na niego tak naciskać. Zabrałem go więc na spacer do parku i wziąłem ze sobą mnóstwo smakołyków: cukierki, batony, chipsy i wszelkiego rodzaju słodkie napoje. Dzieciak był podekscytowany, a ja usiadłem z nim na ławce i jadłem to wszystko w spokoju. W życiu nie widziałem go tak wkurzonego, krzyczał na mnie, że jestem łakomy, ale ja milczałem i niespiesznie chrupałem to wszystko.
Potem poszedłem z nim do sklepu i kupiłem Sony Playstation 5.
Dzieciak wziął głęboki oddech, a potem zapytał:
– „Czy to dla nas?”
Wcześniej nie byłoby to pytanie, ale stwierdzenie: „To dla mnie!”
– „Dla nas, oczywiście” – odpowiedziałem.
O dziwo, dziecko po tym zdarzeniu zmieniło się na lepsze, nawet nie poskarżyło się matce.
