Z moim mężem jesteśmy małżeństwem od dziesięciu lat. Mieszkamy w małym mieszkaniu w Rzeszowie. Przez te wszystkie lata mąż był wspaniałym ojcem dla naszego syna i cudownym mężem. Kochał syna całym sercem i starał się być dla niego jak najlepszym wzorem do naśladowania.
Jednak pół roku temu stracił pracę i wpadł w załamanie, a jego zachowanie stawało się nieprzewidywalne i czasem nawet groźne. Nasz syn do tej pory nie jest w stanie zrozumieć, dlaczego ojciec zachowuje się w taki sposób i czemu zawsze muszę chronić go przed nim.
Mąż od kilku miesięcy ciągle pije, chowam przed nim alkohol, ale to nic nie daje. Krzyczy na cały głos i domaga się butelki. Nawet jeśli nie daję, to wychodzi i po kilku godzinach wraca pijany. Nie mam wyjścia, muszę go wpuścić, bo to jego mieszkanie.
Czuję się winna, że nasz syn nie może mieć normalnego ojca, takiego jakiego miał jeszcze do niedawna.
Groziłam i straszyłam go rozwodem, ale to dla niego nie jest żaden argument. Mówi, że zostanę bez niczego, zabierze mi dom i samochód, a ja z dzieckiem wyląduję na bruku. Jest mi wstyd nie tylko przed synem, ale i przed sąsiadami, którzy już niejednokrotnie pukali i mówili, że wezwą policję, bo krzyki słychać było w całym bloku.
Pomimo tego wszystkiego, kocham męża. Był wspaniałym mężczyzną, to nie jego wina, że załamał się po utracie pracy. Gdybym tylko mogła mu w jakikolwiek sposób pomóc… Jednak nie potrafię, więc z ciężkim sercem, nie pozostaje mi chyba nic innego, jak odejść i ułożyć sobie życie bez niego. Tylko czy dam radę, na samą myśl za nim tęsknię, choć teraz urządza nam piekło na ziemi.






